Sądzę, że wiele razy
zetknęliśmy się z pojęciem czarnego PR. Zaczyna on funkcjonować w polityce,
choć do niedawna wiązał się on jedynie z sprawami marketingowymi i
reklamą. Właściwie pojęta reklama winna promować produkt własny,
jednocześnie nie deprecjonując cudzego – przynajmniej w założeniu. Niestety,
sprzedawanie własnej osoby w polityce często odbywa się kosztem innych. Często
możemy zaobserwować takie zachowania podczas walk przedwyborczych, gdzie
stosuje się kampanie negatywne względem opozycji. Daleko posunięta technika
pozwala skrupulatnie ukazać błędy, zaniedbania i wady przeciwników, a co za tym
idzie, na tym tle ukazanie swych pozytywów jest banalnie proste. Na tym właśnie
polega czarny PR, czyli ta negatywna kampania. Ciężko mi to przyznać, ale te
właśnie kampanie coraz bardziej są rozpowszechniane i wykorzystuje się je w
różny sposób. Często politycy niebędący przekonani o swej pozycji, wytykając błędy opozycji, zdobywają głosy, gdyż
elektorat wybierze 'mniejsze zło'. Niekiedy też, dzięki oczernianiu konkurencji,
kandydaci ukrywają swoje wady, które w porównaniu z negatywnym wizerunkiem
oponenta nie przyciągają uwagi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz